Dzisiaj jest 21 września 2019 r.
  Nr 4 (165) Kwiecień 2005
 Nr 4 (165) Kwiecień 2005  Informator > Czytaj artykuł  Zobacz koniecznie



W numerze:

Odzyskać należne miejsce w terenie
Pelpliniacy z Papieżem
Gminna Biblioteka Publiczna w Pelplinie
„Augustowskie noce” na pelplińskiej scenie
Pierwszy dzień wiosny


Wydawca:
Miejska Biblioteka Publiczna im. Księdza Bernarda Sychty w Pelplinie

Adres redakcji:
ul. Sambora 5a
83-130 Pelplin

tel. 58 536 33 43
kom. 609 929 809

e-mail:
biblioteka@pelplin.pl, informator@pelplin.pl


Jan Paweł II
Z życia do życia
Wszędzie, gdzie się tylko pojawi, witają Go tłumy. Odbywał dziesiątki pielgrzymek po całym świecie, choć stan jego zdrowia ostatnio stale się pogarszał. Porażał pozytywnie ludzi aurą, którą wokół siebie roztaczał. Stał się mentorem wszystkich ludzi, wyznacznikiem lepszej drogi ku nadziei, miernikiem zachowania prawdziwego chrześcijanina i ostoją, na której może się wesprzeć każdy potrzebujący pomocy. To prawdziwy Polak, prawdziwy wysłannik Boga. To prawdziwy Papież. Wszyscy dobrze wiedzą, że drugiego takiego już nigdy nie będzie.

To było tak niedawno. 16 października 1978 rok. Po raz pierwszy od 1522 roku papieżem nie zostaje Włoch. Wybrano Polaka, Karola Wojtyłę. Polskę ogarnął szał radości. Kraj uciskany, poniewierany i tłamszony przez socjalistyczny reżim stał się, za sprawą jednego księdza narodem, który był na ustach całego świata. Ludzie nie wierzyli. Nie obyło się bez protestów ze strony co bardziej kontrowersyjnych Włochów. Jan Paweł II nie przejmował się tym. Wręcz przeciwnie. Swą postawą, zachowaniem, wygłaszanymi kazaniami i osobowością rozwiał wszelkie wątpliwości. Nie mogło być inaczej. Nominacja Wojtyły, to był strzał w dziesiątkę.

Jak gwiazda na niebie
Był w Polsce kilka razy od momentu, gdy został głową Kościoła katolickiego. Mnie najbardziej utkwiła w pamięci wizyta z 1999 roku. Byłem wtedy w wieku, który pozwolił mi na rozumienie i aktywne uczestniczenie w wizycie Papieża do Polski. Zaczęło się 5 czerwca, gdy Papież wylądował w jednym z helikopterów w Sopocie. Na noc został przewieziony do Gdańska, skąd 6 czerwca rano udał się na mszę świętą połączoną z Aniołem Pańskim (transmitowanym na cały świat) do Pelplina. Po mszy Papież udał się do Pałacu Biskupiego. Odpoczął, zjadł obiad, przejechał przez główną ulicę miasta swoim Papa Mobile i około godziny 16 odleciał na mszę świętą do Elbląga. W ciągu tego jednego dnia wierni przeżyli więcej niż w ciągu całego swego życia.
Widać było, że jest zmęczony. Przebywa w ciągłych rozjazdach, niekończące się msze, audiencje, święcenia, spotkania... I tylko raz do roku, osiem dni wolnego w Castel Gandolfo, włoskiej rezydencji wypoczynkowej, gdzie bez przerwy towarzyszą mu fotoreporterzy, a On mimo wypoczynku, wciąż przyjmuje wiernych.

Człowiek twardy jak skała
Choć fizycznie nie wyglądał dobrze, to psychicznie do końca czuł się rewelacyjnie. Miał niesamowitą siłę przebicia. Każde Jego słowo celebrowane jest przez wiernych tak, jakby wypowiadał je sam Pan Bóg. Może tak właśnie jest.
Już na samym wejściu, o 9 rano w Pelplinie Papież pokazał, że jest w świetnym nastroju. - Ładną mamy pogodę dzisiaj. - Miał rację. Słońce świeciło niemiłosiernie, a zebrany wokół Papieskiej Góry 300-tysięczny tłum krzyczał i klaskał wniebogłosy. Ludzie oszaleli ze szczęścia. Słuchali Jana Pawła, jak prawdziwego Ojca wszystkich ludzi, jak Drogowskazu, który swym głosem pokazuje nam właściwy kierunek, jaki powinniśmy obrać w życiu, jak Wodospad Nadziei, który z tak niesamowitą siłą uderza w ludzkie serca, że człowiek zaczyna na nowo oddychać. Takie słowa wzbudzały w ludziach najcieplejsze uczucia. Tłum przechodził od euforii po prawdziwe skupienie. Było cudownie.

Pontyfikat wszechczasów
Ponad trzy godziny przepełnione wiarą w drugiego człowieka, nadzieją na lepszy czas, łzami szczęścia, słowami otuchy, morzem nieprzejednanych myśli kotłujących się w głowie każdego, który miał okazję posłuchać Go na żywo, kaskadą ognia miłości, powiewem wiatru i potokiem marzeń. Rozbudził wszystkich. Pomimo niesamowitego upału, który rósł z minuty na minutę, nikt nie narzekał. Co jakiś czas harcerze przebiegali z noszami, na których leżały osoby, które zasłabły z różnych powodów; bądź to w wyniku upałów, bądź z wrażenia.
Taki niepozorny posturą człowiek, otoczony dziesiątkami ochroniarzy, kapłanami, pomocnikami i wszelakiego rodzaju strażą przyboczną, a jednocześnie mający tak wielkie serce, tak otwartą duszę, tak niewinne sumienie i tak ciepłe oczy. Choć jego pontyfikat nie jest najdłuższy w historii, to i tak wielu znawców świata duchownego, kultury, sztuki i prawa ocenia Go jako Papieża Wszechczasów. Polak, o którym mówi każdy naród świata.

100 lat życia
Wiadomo też, że kraje islamskie i niektóre prawosławne mają własne zdanie na temat papieskich decyzji i wizyt, niekoniecznie zgodnych z przyjętymi przez nich obrządkami czy prawem, ale Papież łagodził wszelkie niesnaski i problemy odwiedzając nawet te kraje (Grecja, Słowacja), które nie do końca tego chciały. Zawsze marzył o pielgrzymce do Rosji. Niestety, ani Kościół prawosławny, ani makiawelistyczny prezydent Putin nie pozwolili na to. Swą prostolinijnością, dualizmem duszy i ciała, ascetyzmem życia i jasno świecącą nad głową aurą, przyczynia się tylko do tego, co już wszyscy wiemy: że jest Jedyny, Niepowtarzalny i Niezrównany w swym postępowaniu. Nikt inny przed nim nie był traktowany przez ludzi z tak wielkim respektem, oddaniem i niekłamaną godnością.
Jestem tylko pojedynczą jednostką, która i tak utonie tego dnia w morzu zdań, ale chcę Ci życzyć, Drogi Janie Pawle II, Drogi Papieżu, Drogi Człowieku, byś w Niebie wciąż czynił to, co robiłeś do tej pory, by nie opuszczało Cię zdrowie i byś jak najdłużej stawiał kroki na niebieskim padole, choćby duchem, bo my, Polacy, zawsze będziemy wiedzieć, że jesteś. Będę się o to modlił. Bądź pozdrowiony. Z Panem Bogiem.


Autor: Artur Wicik



Pelplin Miasto z duszą
Biblioteka Pelplin
 Informator Pelpliński - [ Czytaj ] [ Archiwum ] [ Kontakt ] - R-net 2003